sobota, 11 lipca 2020

Ojciec Mateusz i zagadka niemieckiego proszku

11.07.20

Dzień jak co dzień pomyślałem i  wygramoliłem się z łóżka. Natalia jak zawsze stała przy garach nie zwracając na mnie uwagi. Od pewnego czasu nic nie działo się w naszym miasteczku, może poza dostawą ziemniaków. Zamiast z Krakowa, teraz przywożone są z Sosnowca. Kiedy Natalia się o tym dowiedziała, obraziła się na cały świat i nie wychodziła z pokoju przez tydzień. Teraz jest lepiej, chociaż gotuje mi obiad.

Możejko razem z Dziubasem robili poranną gimnastykę, a to wszystko dzięki mnie. Parę tygodni temu podsunąłem im na spowiedzi pomysł, aby zaczęli ćwiczyć zamiast tyle żreć. Jak widać podziałało i chwała Panu za to.



Emilka snuła się po podwórku i miałem dziwne wrażenie, że wciąż nad czymś rozmyśla.

Szybko rozpędziłem te domysły z głowy i udałem się pospacerować nad jezioro. Od paru dni to było moje ulubione miejsce aby pobyć samemu. Ni z fary* ni z konfesjonału zobaczyłem pewną kobietę dryfującą na wodzie. Pierwsza myśl - na pewno ateista bo kto inny kąpał by się w lodowatej wodzie?
Jak dureń zacząłem ją wołać i próbować nawracać, ale nic nie pomagało. Wreszcie zrozumiałem, że przed sobą zamiast ateistki mam zwłoki (możliwe że też ateistyczne).

Szybko powiadomiłem policję i zanim się obejrzałem na miejscu zbrodni również była Natalia z Emilką. Co za ciekawska baba. Wszyscy zaczęliśmy badać zwłoki. Ofiara w ustach miała śladowe ilości białego proszku, a jej stopy były poranione od drzazg.



Razem z Natalią szybko skojarzyliśmy fakty z starym mostem prowadzącym do zajazdu. Ofiara musiała często przez niego przechodzić, więc pewnie tam mieszkała. Wsiedliśmy do naszych
Be-e-mek (BMW) a Natalia z pod krzaka wyciągnęła swoje Ferrari,




Pierwszą osobą jaką spotkaliśmy w zajeździe była Ana. Po zadaniu paru pytań ustaliliśmy, że kobieta codziennie do późna stoi przed motelem i pielęgnuje kwiaty. Mimo wszystko nie widziała nic niepokojącego.


Naszą uwagę następie skierowaliśmy w stronę eleganckiego mężczyzny. Jak się okazało był on właścicielem zajazdu. Mimo to nie znalazł czasu z nami na rozmowę, ponieważ robił "kroki". Musiał ich nabić 10 tysięcy dziennie, jak lekarz nakazał. 


Postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce, wszyscy... poza Natalią która poszła na kawę.


Spisaliśmy numery czerwonego fiata, który stał obok. Przeszukiwaliśmy każdy centymetr tego motelu, gdy nagle zobaczyłem Emilkę pochylającą się nad kwiatkiem w doniczce. 


Szybko chwyciłem jej barki i pociągnąłem ją w tył. Przez to co zobaczyłem, aż musiałem się przeżegnać. Jej cała twarz była w białym proszku. Nie mogłem w to uwierzyć. Emilka narkomanką, ale jak to? Cały się trzęsłem a sutanna plątała się mi pod nogami. Niczym petarda wleciałem do kuchni po szklankę wody dla sieroty, ale znów osłupiałem. W pomieszczeniu panował niesamowity bałagan. Było tam pełno noży i ostrych haków. 


Szybko zawołałem Możejka, aby zebrał DNA, wiedziałem że to nie koniec tajemnic. Chwyciłem  Dzubasa pod ramie a Emilkę pod koloratkę i wyruszyłem przesłuchać sklepikarzy powyżej zajazdu.  Wszystko szło jak pomaśle, gdy nagle Emilka wyrwała się z mojego uścisku i zaczęła biec w stronę wysokich krzaków. Wtem znikąd pojawił się Możejko i po przebadaniu terenu znalazł złoty proszek. Emilka jak w transie nie mogła oderwać od niego wzroku (od proszku nie od Możejka). 


Nic z tego nie rozumiałem. Ale wciąż stawiałem kroki naprzód. Ja, Możejko, Dziubas i Emilka. (Natalia po drodze spotkała przystojnego taksówkarza i od tamtej pory nikt jej nie widział). Z rozmyślań wyrwał nie demoniczny krzyk Emilki. Przyczyną był kolejny proszek, tym razem niebieski. Dziubas nie zdołał utrzymać dziewczyny i tam pobiegła w stronę proszku. 


Próbowałem jej pomóc. Biblie czytać czy po prostu mówić. Nagle Emilka cicho powiedziała - niemiecki. Zamrugałam parę razy i poprosiłem aby sprostowała. Niemiecka jakość - powiedziała,a proszek wciąż powoli przedostawał się do jej organizmu. Jej zachowanie było podobne do opętania. Z tym proszkiem teraz stanowiła jedność, to on ją kierował - przerażająca żądza zetknięcia się z nim. 

Nagle wszytko jakby samo stało się jasne. Czyżby imię Ana nie było Niemieckie?  Swoim odkryciem podzieliłem się z resztą i wszyscy byli tym bardzo poruszeni. Dziubas szybko zadzwonił po karetkę dla Emilii i wsparcie dla nas. Chwilę po tym aresztowaliśmy Ane z właścicielem zajazdu. 


Po końcowych przesłuchaniach para okazała się być winna.

Motel nie cieszył się zbytnią popularnością, przez co brakowało funduszy na jego utrzymanie. Tutaj na pierwszy plan wchodzi dziwny proszek. Był to strzał w dziesiątkę, aż do momentu nieszczęśliwszego wypadku. Ana znalazła jednego z gości nieprzytomnego w swoim pokoju. Miała na imię Łucja a woków niej było pełno proszku. Aby nie padły żadne oskarżenia na zajazd, para wieczorem wrzuciła ciało dziewczyny do jeziora. 

W intencji ofiary odprawiłem wieczorną mszę na której zjawili się wszyscy przyjaciele Łucji jak i  policjanci i już w pełni zdrowa Emila.



Może dla was jest już koniec tej historii,ale dla mnie to dopiero początek. To miasto jest pełne zagadek i zła, a moją misją jest je zwalczyć.    

* Fara - kościół w gwarze Śląskiej 

~FELKA